Krystyna Konecka: „Przeprowadzka”, „Triada”

Przeprowadzka

Nie miało być. A jednak. Jeszcze wczoraj rano
nasz dom sprawiał wrażenie nienaruszalności.
Dziś wszystkie skrzydła w locie. W skrzypieniu. Na oścież
w regałach, we framugach, w szaleństwie orkanu.

Tkanka murów napięta do ostatnich granic.
W przewodach zwarcie. Jeszcze nie ostygła pościel
wraz z łóżkami na parter z piętra. Więc z czułością
– spokojnie – szepczę do nas podtrzymując ściany.

Można znieść to nieznośne znoszenie znoszonych
garniturów i sukni – upiorów ubiorów
z czeluści strychu. Nie żal karafki stłuczonej.

Niech tylko nikt nie burzy ładu księgozbioru.
Książki nas uratują. Szok losu objaśnią
kroniką. Science fiction. Poezją. I baśnią.

 

Triada

Anioł biały – bo zwykle ratunku szukamy
w zwodzącej zaufanie barwie niewinności –
staje w odrzwiach szpitalnych. Zamkniętych na oścież.
A my z gardłem ściśniętym, w którym więźnie lament,

zaplątani w receptach na życie. Pytamy
o szanse naszej wiary. Nadziei. Miłości.
Anioł z wykrochmalonej mgły szepce: najprościej
zapomnieć o tej triadzie. Więc zapominamy.

Nieskuteczne kroplówki. Transfuzje. Remedia
przecież niegdyś sprawdzalne. Nie ma nic z niczego.
Mdli słodycz suplementów – tylko łza wciąż słona.

Na afiszach nie-boska czy boska komedia?
Bo coraz bliżej brama z sentencją Dantego,
gdy płacząc w niebo gasnę, w samotność wtulona.

CZYTAJ WIĘCEJ…