Kryminał – rzecz o sekretach duszy

Katarzyna Bonda, Fot. Anna Zofia Powierża

Kasiu, mówisz czasem, że masz wschodnią duszę. Jesteś stąd, z Podlasia, chociaż już długo mieszkasz w Warszawie. Jak ta wschodnia dusza odzywa się w tobie – pisarce?

Pierwsze co mi się nasuwa, to duchowość i liryzm. Tak, także w twardych kryminałach, choćby rozgrywały się na industrialnym Śląsku czy na wietrznym Pomorzu. Podlasie niezaprzeczalnie jest terenem magicznym. Pod względem natury, religijności, wierzeń wszelakich, także zabobonów. A przez to, że znajduje się na krańcu kraju, oddalone od cyklonu zdarzeń, żyje się tam wolniej i jest zdecydowanie mniejsza anonimowość.
Pochodzę z rejonu, gdzie ekumenizm był czymś tak naturalnym jak pory roku. To nie tylko tolerancja wobec inności, lecz stykanie się i mieszanie się darów, jakie niosą te religie oraz kultury. Czasami ludzie mówią mi komplementy, że czytając moje książki przenoszą się w inną krainę, zaś ilość wątków, postaci i wydarzeń, które wichrują się ze sobą zanim opowieść dobiegnie końca przywodzi im na myśl ikony. To dla mnie największy zaszczyt, ponieważ ikony pisane są pod natchnieniem. I też powstały, by prości, niepiśmienni ludzie mogli słuchać historii. To nie są obrazy, to są opowiedziane historie. Sądzę, że wychowując się na skraju lasu, w takim miejscu jakim jest Podlasie, człowiek nie ma wyjścia i pielęgnuje swoją wyobraźnię, rozwija ją, a z wiekiem coraz bardziej docenia, rozumiejąc, że to nie moja zasługa, że te książki powstają, ale tego fundamentu, który został mi podarowany przez przodków.

CZYTAJ WIĘCEJ…